Pod koniec kwietnia wybrałam się do Włoch, na tygodniowe wakacje. Docelowo wybraliśmy Rimini. Chciałabym Wam opowiedzieć jak fotografowałam i dlaczego właśnie tak. Całość materiału wykonałam lustrzanką Canon i obiektywem 35 mm . Nie zabierałam ze sobą nic więcej i żałuję, że nie wzięłam ze sobą mniejszego aparatu (to znaczy gdybym go miała to bym go wzięła). Piasek w Rimini jest drobniutki. Bardzo łatwo dostaje się do aparatu. Na szczęście istnieją możliwości programów graficznych. Pamiętajcie, że mniej sprzętu odciąży Wasze plecy i zmusi do myślenia nad kadrem. Ograniczenia rozwijają.

Musicie wiedzieć, że całe Włochy są jednym, wielkim plenerem fotograficznym. Po pierwsze jest pięknie, co skłania do realizacji landszaftów. U mnie nie było to łatwe bo zazwyczaj fotografowałam warunki zastane czyli pełne słońce i 12 w południe. Przyznajcie się szczerze kto na wyjazdy zabiera filtry połówkowe i polaryzacyjne. Nie wiele prawda ? To zawsze było moją zmorą i choć nieraz zdarzy mi się wykonać takie zlecenie to uwierzcie – fotograficznie nie jest to łatwe. Z takim światłem trzeba się polubić i nie dajmy się zwariować.

Po drugie: kolory, detale, faktury. Miasteczka i miasta we Włoszech charakteryzują się całą gamą kolorów. Są na każdym kroku. Zachwycające są zarówno przedmioty w przestrzeni publicznej: znaki, hydranty, pasy jak i same budynki, ich wykończenie, cudowne okiennice. Oczu nie można oderwać. Popatrzcie sami. Nic tylko chwycić za aparat.

Będąc na ostatnich Targach Foto Video w Łodzi zafascynowałam się fotografią uliczną. Zazwyczaj wartość przesłony obniżałam nisko, co daje ładny, rozmyty obrazek. Zawsze bardzo kochałam bokeh (czyli to w jaki sposób rozmazuje się tło za obiektem). Czym dziwniejszy tym lepszy. Nadal bardzo go kocham ale przestało mi to wystarczać. Dodatkowo uznałam, że we Włoszech wszystko jest tak ciekawe, że nie warto tego rozmywać. Ludzie są tak prawdziwi, są blisko Ciebie, pozwalają na fotografowanie. Do tego tempo miasta. Idealne miejsce na fotografowanie na wysokich wartościach przesłony. Przez większość wyjazdu używałam od  f8 do f16. To były moje początki z fotografią uliczną i powiem Wam, że chcę więcej. Obserwowanie ludzi jest fantastyczne i już nie mogę się doczekać takiego zwiedzania Warszawy. We Włoszech jeszcze nie byłam na tyle pewna, żeby podejść bliziutko ludzi :).

Informacje dla ciekawskich:

Fotografie pochodzą z Rimini, San Marino, Bolonii oraz Ancony.

Najpiękniejsza moim zdaniem część Rimini to Borgo San Giuliano.

Sklep z gumowymi kaczkami jest TUTAJ.