Małżeńska sesja fotograficzna w domu

To „coś”, co zrealizowaliśmy ostatnio z Agą i Kubą. I powiedzmy sobie szczerze, wyglądają cudownie. Niczym piętnastolatki. Aga pewnie mnie zabije ale nie o tym, nie o tym.

Spotykam się z Wami już dobrych kilka lat. W zasadzie moja przygoda z fotografią wychodzi poza 2011 r. więc mogę śmiało powiedzieć, że znam się na ludziach. Przeszłam chyba przez wszystkie etapy fotografowania i przez każdego Klienta. I uważam, że nic tak nie psuje sesji jak zła atmosfera często wynikająca z niespełnionych oczekiwań. Oczekiwań wobec swojego wyglądu, oczekiwań wobec partnera, oczekiwań wobec dzieci. Jest jeszcze wiele innych oczekiwań. Ludzie naoglądają się obrazków z Pinteresta ale nie każdy i nie wszystko pasuje do wszystkiego.

Kiedyś napiszę Wam o tym cały elaborat, bo mniemam, że i początkujący fotografowie z chęcią poczytają sobie o moich początkach, ale dziś o jednym. O tym jak to mężczyźni nie potrafią pozować i jak w większości źle czują się na sesjach ustawianych.

Sięgając kilkanaście lat wstecz fotograf zawsze kojarzył mi się z małym miejscem do którego wchodzę i jest sztucznie. Sztuczna scenka, sztuczne światło i na końcu wielka prośba o sztuczny uśmiech, która wywołuje sztuczne mniemanie, że było fajnie. No nie – sorry. Ja tak nie lubię i dlatego jeżeli umawiacie się ze mną na sesję musicie wiedzieć, że nie poproszę Was o to, czego nie lubicie (no Panowie – prócz zdjęcia skarpetek ;)). W każdym razie Ci Panowie przychodzą i dziwią się, że jest luźno, śmiesznie i w końcu mogą przytulić swoją partnerkę tak mocno, że aż straci dech. Bo przy obcej babie nie wypada się pokłócić. Finalnie cała para wychodzi z piękną sesją, poczochrani, nieogarnięci i nawet zapominają o tych skarpetkach.

To taki jeden z pierwszych wywodów o tym jak to bywa na sesjach. Krótko, treściwie i z jajem. Jak lubię. Zapraszam Was z całego serca na obejrzenie fotografii z sesji Agnieszki i Kuby.